
Są w języku włoskim rzeczy wręcz niewyobrażalne dla naszych rodaków zgłębiających tajniki mowy Dantego. Nie będę tu tłumaczył, dlaczego gdy robisz kalkę z polskiego i na pytanie „di dove sei?” odpowiadasz „sono di Polonia”, Włoch bierze cię za mieszkańca Bolonii. Dziś wybiorę sobie coś bardziej dosadnego. Na tapet wezmę zaimki osobowe, a w szczególności uniwersalny zaimek lei. Owszem, „io senza lei” Czesława Niemena to piosenka o braku kobiety, bo przecież lei (pisane małą literą) to po prostu ona.
Ale już wypowiedziane wielkimi literami „Lei” to grzecznościowy zwrot nie tylko do kobiety, z którą nie jesteśmy na ty (wtedy mówimy po prostu „tu”). Teraz, jeśli tego nadal nie wiesz, szykuj się na najgorsze. Pamiętaj, że prawda boli, fakty zaś miażdżą. A fakty są takie, że tym samym zaimkiem Lei zwrócimy się również do mężczyzny. Nie muszę wcale korzystać ze słów Signore/Signora, wystarczy zwykłe „e Lei” w polskim znaczeniu „a Pan, a Pani?”. To jest rzecz nie do przeskoczenia dla niektórych polskich kursantów, którzy kierując swe słowa do mężczyzny, brną w groteskowe „e lui?” (a on?).
Wyobraźmy sobie dialog, jakich wiele na lektoratach włoskiego, gdy profesor z Italii zaczepia przed zajęciami jakąś studentkę i pyta: cosa fai di bello stasera?
– Ciao Paulina, come stai?
Studentka o zacnym imieniu Paulina odpowiada: Bene, grazie, e lui? Ba, ona to lui wypowiada wręcz wielkimi literami.
Profesor pełen konfuzji odwraca się sprawdzić, do kogo się zwróciła żaczka, bo przecież wyraźnie zapytała o jakiegoś innego mężczyznę, być może stojącego za plecami wykładowcy.
Temat artykułu podsunął mi jeden z uczestników niedawnego festiwalu wina w Lublinie. Zaczął bowiem swoje grzecznościowe pytanie do włoskiego winiarza od słów „ lui ha detto che….” Generalnie sam fakt, że choć miał do dyspozycji dość kompetentnego tłumacza, postanowił zadać trzy ciekawe pytania po włosku, znakomicie świadczy o tym, jak poważnie traktuje naukę języka. Przecież naczelna zasada jest taka, by wykorzystać każdą okazję do konfrontacji, niezależnie od naszej wiedzy i poziomu znajomości italiano. Śmiałość, ciąg na bramkę i ambicja, by mówić, mówić i mówić to fundament późniejszego sukcesu. Językowo macie być łapczywi aż do granic możliwości, by w aptece powiedzieć drogą rozpędu „ poproszę coś na łapczywość, ale dużo, dużo, dużo!”
„Lui ha detto”, nawet gdybyśmy włożyli największą emfazę w początkowy zaimek, będzie zawsze narracyjnym „on powiedział”, natomiast włoski odpowiednik zdania „powiedział pan, że….” to po prostu
„ Lei ha detto che…”
Powtórzmy zatem sobie wszystkie zaimki osobowe:
io – ja
tu – ty
lui – on
lei – ona
Lei – Pan/Pani
——————————–
noi – my
voi – wy
loro – oni/one
Włoski z polskim łączy na pewno koniugacja, czyli odmiana czasowników i prawie zawsze po sześć form do zapamiętania. To nie jest jakiś barbarzyński język angielski, w którym wystarczy zastosować odpowiedni zaimek osobowy, a potem dodać czasownik w bezokoliczniku, szanujmy się! Nawet wtedy, gdy mamy do czynienia z niewiarygodną jak na włoski sytuacją, gdy jedna forma czasownikowa „sono” może zarówno znaczyć „jestem” i „są”, nie musimy poprzedzać tych form odpowiednio zaimkami „io” i „loro”. Z kontekstu zawsze będzie wiadomo, czy mówimy w liczbie mnogiej czy też nie.
Po włosku zaimki osobowe stosujemy zatem dość rzadko, bo możemy się bez nich obejść. Gdy zwracamy się grzecznościowo na pan/pani, wystarczy używać trzeciej osoby liczby pojedynczej, zatem pytania takie jak:
Perché non dorme? Nuota bene? Ha capito tutto?
są prawidłowe i nie wymagają ani „Lei”, ani „Signore/Signora”. Po polsku jeśli 17 razy nie użyję w jednym pytaniu formy pan/pani, wyraźnie obrażę rozmówcę, mówiąc „czego nie śpi, pływa dobrze, zrozumiał wszystko?.
Aby łatwiej zapamiętać, że Lei to także pan, przypomnę bardzo stary kawał.
Policjant patrolujący tereny miejskie, zauważył faceta załatwiającego potrzebę fizjologiczną przy ogrodzeniu parku. Podszedł doń i zapytał.
– Panie, a wolno tak tu lać?
Facet się odwrócił i bez zająknięcia odparł: a lej pan!