BLOG


Musicoterapìa – nowy cykl na naszym blogu

 

Przyszedł mi niedawno do głowy pomysł, by ożywić ten blog muzyką. Trochę w życiu brzdąkałem na fortepianie, a nawet krótko rzępoliłem na wiolonczeli  (dla dobra ludzkości od ćwierćwiecza nie miałem tego instrumentu w rękach), mam słuch absolutny, jakąś tam wrażliwość i wielki sentyment do staroci. Owszem, czasami mówią mi, że jestem archaiczny. Ale kto konkretnie? No moi chłopi pańszczyźniani!

 

Idea jest taka, by przypomnieć znaną piosenkę, napisać nieco o jej powstaniu, nagrodach, przedstawić zagadnienia gramatyczno-leksykalne ( takie już zboczenie zawodowe), odesłać do wybranych interpretacji, a na koniec pobrzdąkać nieco na pianinie, czasami pokazując nieco inną aranżację utworu.

 

No dobra, koniec zbędnego ględzenia na początek, przejdźmy do konkretów, a zatem do pierwszego odcinka. Skoro zacząłem o wieku, o wspomnieniach sprzed lat, warto chyba odwołać się do słynnego utworu  „Non ho l’età” w wykonaniu Giglioli Cinquetti.

 

16-letnia dziewczyna z Werony wygrała brawurowym wykonaniem nie tylko Festiwal w Sanremo w 1964, ale tego samego roku rozbiła w pył konkurencję w kopenhaskim finale Eurowizji! Smaczku historii dodaje fakt, że pochodząca z zamożnej rodziny Cinquetti, w ogóle nie zgadzała się z tekstem piosenki, o czym mówiła otwarcie w wywiadach. Bała się reakcji rówieśników, bo już jako nastolatka twierdziła słusznie, że to nie PESEL decyduje o miłości, a kobieta nie powinna przyjmować roli tej, która czeka i żywi nadzieję. Pamiętajmy, że mówimy o czasach poprzedzających rewolucję seksualną. Miejmy jednak też na uwadze, że Gigliola o naturalnym wyglądzie, nazywanym pięknie po włosku „acqua e sapone”, właśnie przez swą aparycję była modelowym ucieleśnieniem słów piosenki.

 

Sam tytuł to dosłownie „nie mam wieku”, a mówiąc bardziej po polsku „za mało mam lat”, choć ze względów rytmicznych nasza wersja utworu zaczyna się od słów „nie wolno mi”. Tak, istnieje polski tekst tej piosenki, tudzież wiele innych, więc cieszę się, jeśli Cię miło zaskoczyłem i zechcesz sobie poszukać opracowań w innych językach.

 

Posłuchajmy razem, jak ten utwór w tonacji F-dur wykonała nastolatka z pięknego miasta nad Adygą.

Sam tekst jest prosty, bo w prostocie jest wielka siła i piękno, natomiast gramatycznie mamy tu kilka punktów zaczepienia. Natrafimy dwukrotnie na klasyczne włoskie doklejanie zaimka do bezokolicznika (per amarti, – żeby cię kochać,  se tu vorrai aspettarmijeśli zechcesz poczekać na mnie), mamy jedną formę trybu przypuszczającego (non avrei – nie miałabym), jest i stopniowanie (tu sai molte più cose di me – znasz dużo więcej rzeczy ode mnie), a przede wszystkim wartościowy jest refren, który zawiera i tryb rozkazujący (lascia – pozwól), i dwukrotnie formy trybu łączącego congiuntivo (che io viva – żebym przeżyła,  che venga – aż nadejdzie). Uważni nie przeoczą z pewnością wartych do zapamiętania form „quel giorno”, zgodnie z zasadami używania quello i bello przed rzeczownikami męskimi, warto sobie powtarzać wyrażenie „non avrei nulla da dirti” czy pełne zdanie warunkowe „se tu vorrai aspettarmi quel giorno avrai tutto il mio amore per te” (jeśli zechcesz poczekać na mnie, owego dnia dostaniesz całą moją miłość do ciebie). Pięknie widać też bardzo trudne zagadnienia dla Polaków, jakim jest czasownik aspettare, po którym nie ma żadnego przyimka, a my próbując robić kalkę z naszego języka czy z angielskiego, szukamy uporczywie i na siłę jakiegoś zbędnego „a”, „per”, a nawet „su”.  Zatem aspetto il treno , aspetto la decisione, tak samo jak „se tu vorrai aspettarmi”. Forma „attesa” pochodzi od czasownika attendere, który jest synonimem aspettare, ale ma mniejszą częstotliwość użycia. Kto korzystał z włoskich kabin telefonicznych, z pewnością pamięta hasło „attendere prego”.  No dobra, spójrzmy już na cały, króciutki skądinąd tekst.

 

Non ho l’età, non ho l’età  per amarti, non ho l’età per uscire sola con te

E non avrei, non avrei nulla da dirti, perché tu sai molte più cose di me

Lascia che io viva un amore romantico

Nell’attesa che venga quel giorno ma ora no

Non ho l’età, non ho l’età per amarti, non ho l’età per uscire sola con te

Se tu vorrai, se tu vorrai aspettarmi quel giorno avrai tutto il mio amore per te

 

Kilka miesięcy temu odezwała się do mnie moja była warszawska podopieczna, informując o zamiarze wykonania tego utworu na kolejnym w jej karierze festiwalu. Wymieniliśmy kilka uwag językowych, fonetycznych i wspomnieliśmy stare dobre czasy.  Zrobiło mi się bardzo miło, bo panią Olę uczyłem, gdy była jeszcze licealistką i po prostu zwracałem się do niej po imieniu. Dziś mi nawet nie wypada, zresztą sami posłuchajcie efektów, bo czuję wielką, nieskrywaną dumę.

 

– To ma być też inspiracja dla was, jest jeszcze kilka festiwali do obsadzenia – powiedziałem dziewczynom z grupy Lombardia, które wysłuchawszy  tej interpretacji zapytały, czy artystka, tak jak one, zaczynała naukę u mnie od podstaw.

 

– Dla mnie to chyba festiwal smaku  albo festiwal golonki pozostał – odpowiedziała dowcipnie jedna z kursantek.

 

Uważam, że śpiewanie powinno nam towarzyszyć przez całe życie, zresztą w naszych osobistych relacjach do śpiewu wychodzi całe nasze zawstydzenie, kompleksy, niewychylanie się, bo w takiej kulturze niestety wyrastaliśmy. A z powszechną edukacją muzyczną jest w Polsce znacznie gorzej niż z nauką języków, co widać, słychać i czuć.

 

Na koniec moja nieco bardziej bluesowa wersja utworu. Cinquetti zaśpiewała go w F dur, Aleksandra Bogucka wybrała trudniejszą dla orkiestry tonację As-dur, a prosty lektor z Helenowa miał ochotę na Es-dur. Palce jednak same zjechały na F.

_______________________________________________________________________________