BLOG


Homonimofobię da się leczyć

 

Nie ma włoskiego bez miłości, nie ma efektywnej nauki bez pokochania języka.  Jeśli nie odczuwasz dumy, że pokonujesz własne słabości, że walczysz z brakiem wiary w siebie, zastanów się lepiej nad sensem całego wysiłku. Umiejętność rozmowy po włosku czy hiszpańsku powinna być sprawczynią Twojego szczęścia, prowodyrką pozytywnych zmian na zawsze.

Rozmowy, podkreślam, a nie li tylko komunikacji.  Na początku dobre i to, bo liczy się przecież efekt Twoich starań, więc nie przejmuj się błędami i po prostu mów, próbuj.  Zawsze będziesz mieć 0% skuteczności w jednej statystyce – statystyce rzutów NIEODDANYCH.

 

Dziś jednak bierzemy na tapet bardziej ciekawostki językowe, jakimi są homonimy.  Nie będzie to wykład z gramatyki opisowej, nie zamierzam podawać wszystkich przypadków i różnic w zapisie czy wymowie słowa. Generalnie chodzi o klasyczny polski „zamek”, czyli pięć liter, które możemy interpretować na różne sposoby. Jest zamek obronny, jest zamek w drzwiach, kojarzysz też pewnie zamek w hokeju na lodzie czy też zamek w kurtce błyskawicznej, tudzież jeansach.

 

Klasyczny przykład włoski to  „il tempo”, zatem czas i pogoda. Che tempo fa? – to przecież pytanie o warunki atmosferyczne, natomiast „ Quanto tempo ci metti?” – dotyczy liczby niezbędnych minut czy godzin na zrealizowanie zadania.   Jasne, nie bój się niefortunnych zdań „da molto tempo il tempo è variabile” (od długiego czasu pogoda jest zmienna), bo Włoch z łatwością zrozumie Twą wypowiedź. Czy anegdotyczna notka w dzienniku szkolnym „klasa chodzi po klasie i robi uwagi na moje uwagi” jest dla któregoś  czytelnika niejasna?

 

Lubię podawać przykłady na bazie słowa „zecca”. Jako kleszcz to przecież niebezpieczny insekt, ale to również fabryka do produkcji pieniędzy, a zatem polska mennica.  Stąd właśnie o nowiutkich produktach „jak spod igły” mówimy po włosku „nuovo di zecca”.  Kleszcza w to nie mieszaj, on potrafi wmieszać się sam w Twe ciało.

 

Il capo to przecież głowa jako część ciała (capogiri to zawroty głowy), ale przecież też głowa państwa , szef, tudzież krańcowy punkt czegoś.  Il capo si è grattato il capo perché abitava in capo al mondo dove i filobus non correvano (szef podrapał się po głowie, bo mieszkał na końcu świata, gdzie nie jeździły trolejbusy).

 

 

Innym przykładem są słowa, które rozpoznamy tylko po odmiennym rodzajniku.

 

Il fronte to wojskowy front, la fronte to już czoło.  Il capitale będzie finansowym kapitałem (przy okazji polecam znakomity włoski film „ Capitale umano”), la capitale z kolei to stolica.

Una vocale to samogłoska, un vocale to wiadomość głosowa (jako skrót od un messaggio vocale), którą Włosi lubią wysyłać w przeciwieństwie do naszych sms .

La fine jest końcem, il fine to z kolei cel, stąd w gramatyce mamy  „frasi finali” – zdania celowe.

Il finale di un romanzo to konkluzja, ostatnia część powieści, natomiast w sporcie to samo słowo „finale” wymaga rodzajnika żeńskiego LA. Stąd często używa się formy superlativo assoluto, mówiąc „la finalissima”.

Instrumentem muzycznym jest la viola, ale viola już z IL to kolor czy ….gracz Fiorentiny, bo przecież włoskie kluby też mają swoje kolory.

 

Wracamy do klasyki.

 

Il filo to przecież nitka, ale również wątek, stąd wyrażenie  „perdere il filo”. Powiemy zatem: ho perso il filo, ripeti per favore. (straciłem wątek, powtórz proszę)

Campagna to rzecz jasna wieś (vivere in campagna), ale również nasza kampania wyborcza czy reklamowa (campagna elettorale / campagna pubblicitaria).

Ze świata sportu warto wspomnieć słowo „la rete”, które oznacza siatkę oddzielającą dwie strony boiska, a także gola (po polsku bramkę) zdobytą przez zawodnika. To też oczywiście sieć hotelowa czy sieć sklepów, choć tu można śmiało stosować zamiennik w postaci słowa „catena”.

Czasem są nieco trudniejsze przykłady, gdzie nie chodzi wcale o dwa rzeczowniki.

 

Salutare to czasownik pozdrawiać, ale też przymiotnik „zdrowy”.  Salutare i nemici non è sempre salutare (pozdrawianie wrogów nie jest zawsze zdrowe)

Amare to czasownik kochać, ale też żeński przymiotnik w liczbie mnogiej – „gorzkie”. „Queste sono lacrime amare di chi non sa amare”  (to są gorzkie zły tego, kto nie potrafi kochać).

 

Jest taki włoski mem, na którym jeden Włoch zachęca drugiego słowami „ridiamo fiducia ai politici”, a drugi powtarza ironicznie „sì, ridiamo!” Pierwszy czasownik to ridare, czyli dać na nowo, po raz drugi, oddać, zatem hasło mówi o oddawaniu zaufania politykom, o ponownym obdarzeniu ich zaufaniem.  Odpowiedź ridiamo to już oczywiście pierwsza osoba liczby mnogiej czasownika RIdere (śmiać się), zatem „śmiejemy się” lub w trybie rozkazującym „pośmiejmy się”

 

 

Na koniec dwie anegdoty związane z homonimami. Pod koniec lat 90-tych opowiadałem bratu, że z okazji dni sportu w moim liceum będziemy rozgrywać mecz koszykówki. Brat jako fan basketu zadał logiczne pytanie – a na jakiej ty w ogóle grasz pozycji?.  Odpowiedziałem zgodnie z prawdą, nie zdając sobie niestety sprawy z wystawienia się na strzał. „ Wiesz, my nie mamy pozycji, ja jestem taki dobijający”. Rzeczywiście, jesteś dobijający – odrzekł z triumfalnym uśmiechem.

 

Poczucie humoru świadczy o inteligencji – mawiał mój profesor od fizyki, o czym już pisałem na blogu.  Taką cechą wykazała się też studentka mojego serdecznego przyjaciela – anglisty.

 

Prowadził on właśnie zajęcia na temat homonimów, ale w pewnym momencie studentki z pierwszego rzędu śmiały się tak głośno, że zgubił wątek (ha perso il filo) i nie mógł się skupić.  Zapytał zatem o powód tej wesołości kursantek, a jedna z nich nieskrępowana odrzekła :  excuse me, sir, your castle is open”

 

Ja jako skromny lektor z Helenowa mogę Wam tylko otworzyć drzwi, decyzja o przekroczeniu progu należy już tylko do Was.