Blog


Musicoterapìa – odcinek drugi, czyli znów o miłości

 

Przed nami drugi odcinek cyklu „musicoterapìa”. Dziś znów czas na piosenkę o miłości niemożliwej, ale tym razem podmiotem lirycznym będzie pełnoletni mężczyzna przepełniony fizycznym pragnieniem zdobycia ukochanej. Uwaga, odcinek tylko dla osób dorosłych.

 

Nie będę ukrywał, że Lucio Battisti to jeden z moich ulubionych włoskich piosenkarzy i jego piosenki pewnie jeszcze tu zagoszczą. Na pierwszy ogień idzie Il tempo di morire, która miała też podobno nosić alternatywny tytuł Motocicletta. Bohater utworu jest bowiem tak zdesperowany, by spędzić jedną noc z wybranką, że oferuje jej nawet swój pokryty chromem motocykl, który ma całe 10 koni mechanicznych! Anegdota głosi, że autor tekstu Giulio Rapetti Mogol nie zdawał sobie sprawy, iż wybrał zdecydowanie za niską liczbę. Znawcy włoskich liczebników z pewnością wiedzą, że jest kilka dwusylabowych słów, które wzmocniłyby przekaz i moc silnika. A co oznacza z kolei fragment morire fra le tue braccia ? Nie chodzi z pewnością o dosłowną śmierć, a o przeżycie miłosnego uniesienia, które u niektórych może podobno wywoływać porównywalną reakcję. Tak przynajmniej mówią i nie myśl, że nie widzę, jak się śmiejesz teraz do komputera. Stary rosyjski kawał o małżeństwie emerytów przypomina przecież, że mężczyzna po powrocie od lekarza miał powiedzieć do żony „ moja droga, okazało się, że to co przez lata nazywaliśmy orgazmem to jednak jest astma…”

 

Gramatycznie mamy kilka ładnych elementów, począwszy od dwóch form trybu przypuszczającego. Battisti zarzeka się per niente la darei (za nic bym jej nie dał, bo przecież włoski motocykl jest rodzaju żeńskiego), a potem szantażuje słowami so che guarirei (wiem, że wyzdrowiałbym). Oto przecież piękny czasownik guarire, który może też oznaczać leczenie pacjenta (Il medico guarisce i pazienti). A propos medycyny, wśród moich kursantów jest pewien optometrysta, który gdy kolejka oczekujących robi się zbyt długa, podobno wychodzi z gabinetu i uspokaja słowami, że słowo pacjent, jak pokazuje jego włoska etymologia, oznacza człowieka cierpliwego.

 

Piosenka zawiera też kapitalny przykład bezpośredniego trybu rozkazującego z negacją. W teorii już sama nazwa przeraża, ale chodzi po prostu o krótkie komunikaty „nie wychodź, nie jedz, nie śpij, nie sypiaj z innymi”. Po włosku to czysty banał, bo wystarczy po niezbędnym NON wstawić bezokolicznik.  Non dire no to zatem oczywiście „nie mów nie!”. Zwykle to lub no poprzedzamy przyimkiem „di”, zatem zapamiętaj na całe włoskie życie, że mówimy „penso di sì, spero di no”, a nie żadne penso che sì. Widać to doskonale w formie „dimmi di sì” (powiedz mi tak, zgódź się!), a jutro możesz zapomnieć „domani puoi dimenticare”. Oczywiście nie odnosi się do reguł włoskiej gramatyki, które warto znać do końca świata.

 

Najciekawszy fragment to uniwersalne słowo „ci”, o którym napisałem zresztą osobny artykuł. Lucio Battisti pyta „ ma che ci posso fare? ”, lecz forma „ci” nie oznacza w tym przypadku wcale polskiego „tam”, jak sądzą niektórzy. „Ci” zastępuje również wyrażenia wprowadzane przez przyimki A, IN, CON i SU, zatem nietrudno jest domyśleć się, że chodzi o krótszą formę pytania „ma che cosa posso fare CON questo problema?”.

 

Co jeszcze? Liczba mnoga od słowa IL braccio to nieregularna forma LE braccia, a po raz kolejny mamy też zdanie warunkowe „è tua se dici sì” (jest twoja, jak powiesz tak”).  Aha, HP (horse power) to oczywiście „acca” „pi”, alfabet się kłania.

 

 

Battisti przeżywał całym ciałem każdy swój utwór, dlatego nie dziw się takiej interpretacji, która nie wszystkim się podoba. Przedstawiam również bardziej rockową wersję, zakładając że przypadnie wam do gustu. Fausto Leali, niestety kompletnie nieznany w Polsce, ma głos i charyzmę wartą waszej uwagi.

 

 

Motocicletta
dieci HP
tutta cromata
è tua se dici sì

mi costa una vita
per niente la darei
ma ho il cuore malato
e so che guarirei

Non dire no, non dire no
non dire no, non dire no
lo so che ami un altro
ma che ci posso fare
io sono un disperato

perché ti voglio amare
perché ti voglio amare
perché ti voglio amare
perché ti voglio amare

Stanotte, adesso, sì
mi basta il tempo di morire
fra le tue braccia così
domani puoi dimenticare, domani
ma adesso dimmi di sì

Non dire no, non dire no
non dire no
prendi tutto quel che ho

mi basta il tempo di morire
fra le tue braccia così
domani puoi dimenticare, domani
ma adesso, adesso dimmi di sì

Non dire no, non dire no….

 

 

Na koniec i ja, choć nie jest to z pewnością najczęściej grana przeze mnie melodia. Nagrałem kilka wersji, w tym tą ze wstępem z piosenki „Stand by me”, ale nie miałem ostatecznie tyle śmiałości, by połączyć te dwa utwory.

 

Musicoterapìa – nowy cykl na naszym blogu

 

Przyszedł mi niedawno do głowy pomysł, by ożywić ten blog muzyką. Trochę w życiu brzdąkałem na fortepianie, a nawet krótko rzępoliłem na wiolonczeli  (dla dobra ludzkości od ćwierćwiecza nie miałem tego instrumentu w rękach), mam słuch absolutny, jakąś tam wrażliwość i wielki sentyment do staroci. Owszem, czasami mówią mi, że jestem archaiczny. Ale kto konkretnie? No moi chłopi pańszczyźniani!

 

Idea jest taka, by przypomnieć znaną piosenkę, napisać nieco o jej powstaniu, nagrodach, przedstawić zagadnienia gramatyczno-leksykalne ( takie już zboczenie zawodowe), odesłać do wybranych interpretacji, a na koniec pobrzdąkać nieco na pianinie, czasami pokazując nieco inną aranżację utworu.

 

No dobra, koniec zbędnego ględzenia na początek, przejdźmy do konkretów, a zatem do pierwszego odcinka. Skoro zacząłem o wieku, o wspomnieniach sprzed lat, warto chyba odwołać się do słynnego utworu  „Non ho l’età” w wykonaniu Giglioli Cinquetti.

 

16-letnia dziewczyna z Werony wygrała brawurowym wykonaniem nie tylko Festiwal w Sanremo w 1964, ale tego samego roku rozbiła w pył konkurencję w kopenhaskim finale Eurowizji! Smaczku historii dodaje fakt, że pochodząca z zamożnej rodziny Cinquetti, w ogóle nie zgadzała się z tekstem piosenki, o czym mówiła otwarcie w wywiadach. Bała się reakcji rówieśników, bo już jako nastolatka twierdziła słusznie, że to nie PESEL decyduje o miłości, a kobieta nie powinna przyjmować roli tej, która czeka i żywi nadzieję. Pamiętajmy, że mówimy o czasach poprzedzających rewolucję seksualną. Miejmy jednak też na uwadze, że Gigliola o naturalnym wyglądzie, nazywanym pięknie po włosku „acqua e sapone”, właśnie przez swą aparycję była modelowym ucieleśnieniem słów piosenki.

 

Sam tytuł to dosłownie „nie mam wieku”, a mówiąc bardziej po polsku „za mało mam lat”, choć ze względów rytmicznych nasza wersja utworu zaczyna się od słów „nie wolno mi”. Tak, istnieje polski tekst tej piosenki, tudzież wiele innych, więc cieszę się, jeśli Cię miło zaskoczyłem i zechcesz sobie poszukać opracowań w innych językach.

 

Posłuchajmy razem, jak ten utwór w tonacji F-dur wykonała nastolatka z pięknego miasta nad Adygą.

Sam tekst jest prosty, bo w prostocie jest wielka siła i piękno, natomiast gramatycznie mamy tu kilka punktów zaczepienia. Natrafimy dwukrotnie na klasyczne włoskie doklejanie zaimka do bezokolicznika (per amarti, – żeby cię kochać,  se tu vorrai aspettarmijeśli zechcesz poczekać na mnie), mamy jedną formę trybu przypuszczającego (non avrei – nie miałabym), jest i stopniowanie (tu sai molte più cose di me – znasz dużo więcej rzeczy ode mnie), a przede wszystkim wartościowy jest refren, który zawiera i tryb rozkazujący (lascia – pozwól), i dwukrotnie formy trybu łączącego congiuntivo (che io viva – żebym przeżyła,  che venga – aż nadejdzie). Uważni nie przeoczą z pewnością wartych do zapamiętania form „quel giorno”, zgodnie z zasadami używania quello i bello przed rzeczownikami męskimi, warto sobie powtarzać wyrażenie „non avrei nulla da dirti” czy pełne zdanie warunkowe „se tu vorrai aspettarmi quel giorno avrai tutto il mio amore per te” (jeśli zechcesz poczekać na mnie, owego dnia dostaniesz całą moją miłość do ciebie). Pięknie widać też bardzo trudne zagadnienia dla Polaków, jakim jest czasownik aspettare, po którym nie ma żadnego przyimka, a my próbując robić kalkę z naszego języka czy z angielskiego, szukamy uporczywie i na siłę jakiegoś zbędnego „a”, „per”, a nawet „su”.  Zatem aspetto il treno , aspetto la decisione, tak samo jak „se tu vorrai aspettarmi”. Forma „attesa” pochodzi od czasownika attendere, który jest synonimem aspettare, ale ma mniejszą częstotliwość użycia. Kto korzystał z włoskich kabin telefonicznych, z pewnością pamięta hasło „attendere prego”.  No dobra, spójrzmy już na cały, króciutki skądinąd tekst.

 

Non ho l’età, non ho l’età  per amarti, non ho l’età per uscire sola con te

E non avrei, non avrei nulla da dirti, perché tu sai molte più cose di me

Lascia che io viva un amore romantico

Nell’attesa che venga quel giorno ma ora no

Non ho l’età, non ho l’età per amarti, non ho l’età per uscire sola con te

Se tu vorrai, se tu vorrai aspettarmi quel giorno avrai tutto il mio amore per te

 

Kilka miesięcy temu odezwała się do mnie moja była warszawska podopieczna, informując o zamiarze wykonania tego utworu na kolejnym w jej karierze festiwalu. Wymieniliśmy kilka uwag językowych, fonetycznych i wspomnieliśmy stare dobre czasy.  Zrobiło mi się bardzo miło, bo panią Olę uczyłem, gdy była jeszcze licealistką i po prostu zwracałem się do niej po imieniu. Dziś mi nawet nie wypada, zresztą sami posłuchajcie efektów, bo czuję wielką, nieskrywaną dumę.

 

– To ma być też inspiracja dla was, jest jeszcze kilka festiwali do obsadzenia – powiedziałem dziewczynom z grupy Lombardia, które wysłuchawszy  tej interpretacji zapytały, czy artystka, tak jak one, zaczynała naukę u mnie od podstaw.

 

– Dla mnie to chyba festiwal smaku  albo festiwal golonki pozostał – odpowiedziała dowcipnie jedna z kursantek.

 

Uważam, że śpiewanie powinno nam towarzyszyć przez całe życie, zresztą w naszych osobistych relacjach do śpiewu wychodzi całe nasze zawstydzenie, kompleksy, niewychylanie się, bo w takiej kulturze niestety wyrastaliśmy. A z powszechną edukacją muzyczną jest w Polsce znacznie gorzej niż z nauką języków, co widać, słychać i czuć.

 

Na koniec moja nieco bardziej bluesowa wersja utworu. Cinquetti zaśpiewała go w F dur, Aleksandra Bogucka wybrała trudniejszą dla orkiestry tonację As-dur, a prosty lektor z Helenowa miał ochotę na Es-dur. Palce jednak same zjechały na F.

_______________________________________________________________________________

Homonimofobię da się leczyć

 

Nie ma włoskiego bez miłości, nie ma efektywnej nauki bez pokochania języka.  Jeśli nie odczuwasz dumy, że pokonujesz własne słabości, że walczysz z brakiem wiary w siebie, zastanów się lepiej nad sensem całego wysiłku. Umiejętność rozmowy po włosku czy hiszpańsku powinna być sprawczynią Twojego szczęścia, prowodyrką pozytywnych zmian na zawsze.

Rozmowy, podkreślam, a nie li tylko komunikacji.  Na początku dobre i to, bo liczy się przecież efekt Twoich starań, więc nie przejmuj się błędami i po prostu mów, próbuj.  Zawsze będziesz mieć 0% skuteczności w jednej statystyce – statystyce rzutów NIEODDANYCH.

 

Dziś jednak bierzemy na tapet bardziej ciekawostki językowe, jakimi są homonimy.  Nie będzie to wykład z gramatyki opisowej, nie zamierzam podawać wszystkich przypadków i różnic w zapisie czy wymowie słowa. Generalnie chodzi o klasyczny polski „zamek”, czyli pięć liter, które możemy interpretować na różne sposoby. Jest zamek obronny, jest zamek w drzwiach, kojarzysz też pewnie zamek w hokeju na lodzie czy też zamek w kurtce błyskawicznej, tudzież jeansach.

 

Klasyczny przykład włoski to  „il tempo”, zatem czas i pogoda. Che tempo fa? – to przecież pytanie o warunki atmosferyczne, natomiast „ Quanto tempo ci metti?” – dotyczy liczby niezbędnych minut czy godzin na zrealizowanie zadania.   Jasne, nie bój się niefortunnych zdań „da molto tempo il tempo è variabile” (od długiego czasu pogoda jest zmienna), bo Włoch z łatwością zrozumie Twą wypowiedź. Czy anegdotyczna notka w dzienniku szkolnym „klasa chodzi po klasie i robi uwagi na moje uwagi” jest dla któregoś  czytelnika niejasna?

 

Lubię podawać przykłady na bazie słowa „zecca”. Jako kleszcz to przecież niebezpieczny insekt, ale to również fabryka do produkcji pieniędzy, a zatem polska mennica.  Stąd właśnie o nowiutkich produktach „jak spod igły” mówimy po włosku „nuovo di zecca”.  Kleszcza w to nie mieszaj, on potrafi wmieszać się sam w Twe ciało.

 

Il capo to przecież głowa jako część ciała (capogiri to zawroty głowy), ale przecież też głowa państwa , szef, tudzież krańcowy punkt czegoś.  Il capo si è grattato il capo perché abitava in capo al mondo dove i filobus non correvano (szef podrapał się po głowie, bo mieszkał na końcu świata, gdzie nie jeździły trolejbusy).

 

 

Innym przykładem są słowa, które rozpoznamy tylko po odmiennym rodzajniku.

 

Il fronte to wojskowy front, la fronte to już czoło.  Il capitale będzie finansowym kapitałem (przy okazji polecam znakomity włoski film „ Capitale umano”), la capitale z kolei to stolica.

Una vocale to samogłoska, un vocale to wiadomość głosowa (jako skrót od un messaggio vocale), którą Włosi lubią wysyłać w przeciwieństwie do naszych sms .

La fine jest końcem, il fine to z kolei cel, stąd w gramatyce mamy  „frasi finali” – zdania celowe.

Il finale di un romanzo to konkluzja, ostatnia część powieści, natomiast w sporcie to samo słowo „finale” wymaga rodzajnika żeńskiego LA. Stąd często używa się formy superlativo assoluto, mówiąc „la finalissima”.

Instrumentem muzycznym jest la viola, ale viola już z IL to kolor czy ….gracz Fiorentiny, bo przecież włoskie kluby też mają swoje kolory.

 

Wracamy do klasyki.

 

Il filo to przecież nitka, ale również wątek, stąd wyrażenie  „perdere il filo”. Powiemy zatem: ho perso il filo, ripeti per favore. (straciłem wątek, powtórz proszę)

Campagna to rzecz jasna wieś (vivere in campagna), ale również nasza kampania wyborcza czy reklamowa (campagna elettorale / campagna pubblicitaria).

Ze świata sportu warto wspomnieć słowo „la rete”, które oznacza siatkę oddzielającą dwie strony boiska, a także gola (po polsku bramkę) zdobytą przez zawodnika. To też oczywiście sieć hotelowa czy sieć sklepów, choć tu można śmiało stosować zamiennik w postaci słowa „catena”.

Czasem są nieco trudniejsze przykłady, gdzie nie chodzi wcale o dwa rzeczowniki.

 

Salutare to czasownik pozdrawiać, ale też przymiotnik „zdrowy”.  Salutare i nemici non è sempre salutare (pozdrawianie wrogów nie jest zawsze zdrowe)

Amare to czasownik kochać, ale też żeński przymiotnik w liczbie mnogiej – „gorzkie”. „Queste sono lacrime amare di chi non sa amare”  (to są gorzkie zły tego, kto nie potrafi kochać).

 

Jest taki włoski mem, na którym jeden Włoch zachęca drugiego słowami „ridiamo fiducia ai politici”, a drugi powtarza ironicznie „sì, ridiamo!” Pierwszy czasownik to ridare, czyli dać na nowo, po raz drugi, oddać, zatem hasło mówi o oddawaniu zaufania politykom, o ponownym obdarzeniu ich zaufaniem.  Odpowiedź ridiamo to już oczywiście pierwsza osoba liczby mnogiej czasownika RIdere (śmiać się), zatem „śmiejemy się” lub w trybie rozkazującym „pośmiejmy się”

 

 

Na koniec dwie anegdoty związane z homonimami. Pod koniec lat 90-tych opowiadałem bratu, że z okazji dni sportu w moim liceum będziemy rozgrywać mecz koszykówki. Brat jako fan basketu zadał logiczne pytanie – a na jakiej ty w ogóle grasz pozycji?.  Odpowiedziałem zgodnie z prawdą, nie zdając sobie niestety sprawy z wystawienia się na strzał. „ Wiesz, my nie mamy pozycji, ja jestem taki dobijający”. Rzeczywiście, jesteś dobijający – odrzekł z triumfalnym uśmiechem.

 

Poczucie humoru świadczy o inteligencji – mawiał mój profesor od fizyki, o czym już pisałem na blogu.  Taką cechą wykazała się też studentka mojego serdecznego przyjaciela – anglisty.

 

Prowadził on właśnie zajęcia na temat homonimów, ale w pewnym momencie studentki z pierwszego rzędu śmiały się tak głośno, że zgubił wątek (ha perso il filo) i nie mógł się skupić.  Zapytał zatem o powód tej wesołości kursantek, a jedna z nich nieskrępowana odrzekła :  excuse me, sir, your castle is open”

 

Ja jako skromny lektor z Helenowa mogę Wam tylko otworzyć drzwi, decyzja o przekroczeniu progu należy już tylko do Was.

Jest jeden LSM, jest jedna aleja Kraśnicka lecz wiele…

 

 

Dziś na tapet wezmę mobilne akcenty w języku włoskim, bo mamy z nimi spore problemy. Mój licealny polonista pewnie zmiażdżyłby mnie za tak banalny wstęp, będąc od zawsze  miłośnikiem mocnego entrée w naszych wypracowaniach.  Włoski nie jest francuskim, zatem  po pierwsze akcenty nie padają tylko na ostatniej sylabie słowa,  po drugie praktycznie nie stawiamy żadnych znaczków nad literami.

 

Cwani kursanci potrafią umieścić poziomą kreskę nad literą E, bym sam uznał, czy to akcent „na Suwałki” czy „na Szczecin”. Nie pomagają tłumaczenia, że  akcent „na Suwałki” jest dużo rzadszy, a najważniejszym słowem do zapamiętania jest  „perché” ( analogicznie mamy „ché” tak akcentowane w takich słowach jak affinché, poiché, purché) . Super, jak przyswoisz sobie prawidłowy zapis   né  né (ani ani), ewentualnie jakieś  sé, liczebniki złożone z trójką na końcu,  jak ventitré (23)  i jakieś formy passato remoto (poté, ripeté), o których i tak nikt nie pamięta. W pozostałych przypadkach, gdy mamy słowo akcentowane na ostatniej sylabie,  musimy postawić tam akcent graficzny, pada on na Szczecin, zatem mamy rzeczowniki zapisywane w ten sposób –  città, possibilità, tiramisù, caffè i sporo innych.

 

Ale to tylko wstęp, bo słowa z akcentem na ostatniej sylabie są dla nas banalne w wymowie, choć nie mamy przecież takich odpowiedników w polskim. Cudzoziemcy często myślą, że mówi się „dobraNOC”, ale to wierutna bzdura.

 

Z 99% naszych rodzimych słów przyjmuje akcent na drugiej sylabie od końca, a dla wielu Polaków nie istnieją słowa akcentowane na inną sylabę. Nawet sam  z rozpędu, choć bronię tej pięknej zasady jak skarbu,  powiedziałem  ostatnio na zajęciach foneTYka, więc logopedka Agnieszka momentalnie mnie skorygowała, pięknie wypowiadając foNEtyka.

 

ZroBIliśmy, spotKAłyśmy się to z kolei formy, z którymi miała problemy pewna moja znajoma, która w końcu wypaliła : wiesz, boję się przy tobie opowiadać o przeszłości, bo ja tych akcentów nie czuję!”

 

W czystej teorii większość włoskich słów ma ten sam, tradycyjny dla nas akcent na drugiej sylabie od końca.

 

Paradoksalnie Polacy potrafią przesuwać akcent w klasycznych słowach doMAni, matTIna, laVOro, piaCEre, stąd wymyśliłem proste zdanie do ćwiczenia i powtarzania na głos „doMAni matTIna laVOro con piaCEre” (jutro rano pracuję z przyjemnością), zgodnie z hasłem, że to praca trzyma nas przy życiu, bo bez niej chyba uMARlibyśmy ze szczęścia.

 

Problemem są głównie słowa, w których akcent kładziemy na trzecią bądź nawet czwartą sylabę od końca. To naprawdę istotne, by od włoskiej maleńkości uczyć się zlepków „ il NUmero di teLEfono”, MOnica  A-bita a BERgamo”,  „ i  GIOvani COMprano una MASchera”, podkreślając sobie zawsze to miejsce, gdzie trzeba sobie na chwilę przycupnąć.  Warto też uczyć się z dobrej mapy Italii, by widzieć akcenty graficzne (niestety tylko fakultatywne) w takich miastach jak NApoli, EMpoli, SASsari, BERgamo, MOdena, a nawet PAdova (zwana też Zamość del sud, czyli Zamościem południa)

 

Niedawno znalazłem chyba w końcu lepszą metodę nauki akcentów padających aż na czwartej sylabie od końca. Są dość rzadkie we włoskim, tak samo jak w naszym języku, bo przecież mamy takie formy jak zroBIlibyśmy, oszuKAlibyście itp.

 

Klasyka gatunku to czasownik abitare, z wyraźnym akcentem na pierwszą literę A, a nie na żadne „bi”.   Reguła mówiąca o tym, że gdy akcent pada na trzecią sylabę od końca w liczbie pojedynczej czasu teraźniejszego, forma loro (oni) będzie miała akcent o jedną sylabę wcześniej jest mało przejrzysta dla ludzi niepałających miłością do gramatyki. GraMAtyki, oczywiście.

 

A-bito, A-biti, A-bita, potem klasycznie abiTIAmo, abiTAte i, uwaga, A-bitano.

 

Zamiast mówić fachowo o sylabach, może trzeba mówić potocznie, niefachowo, ale skutecznie o literach? Akcent w całej liczbie pojedynczej i trzeciej osobie liczby mnogiej to przecież ta sama początkowa litera A.

Weźmy inny przykład, taki wdzięczny czasownik TERMINARE (kończyć). Rzeczownik il TERmine to przecież klasyczny homonim (homonimofobię da się leczyć), zatem zarówno „termin” jak i  „koniec”.  Odmiana w czasie teraźniejszym z prawidłowymi akcentami wygląda następująco:

TERmino, TERmini, TERmina, termiNIAmo, termiNAte, TERminano.  Akcent na TER, bez liczenia sylab, czy tak nie jest łatwiej zapamiętać?

A wyrazisty czasownik pragnąć to po włosku desiderare, a dokładniej:

io deSIdero, tu deSIderi,  lui/lei  deSIdera, zatem loro deSIderano.

 

Doskonale wiem, w jakich czasach żyjemy i jak media wmawiają nam, że liczy się tylko to, co sami o sobie myślimy. Egocentryzm powinien być nam jednak obcy, bo żyjemy zawsze w społeczności, w konkretnej przestrzeni publicznej, a poza nami egzystuje ponad 7 miliardów innych osób. Te osoby to oni, czyli włoskie LORO, które nastręcza nam akcentowych problemów.

 

Jeśli w czasie teraźniejszym mamy formę trzysylabową „PARlano, PRENdono, DORmono”, sami widzicie, gdzie pada akcent. W większości czterosylabowych form znów podkreślimy trzecią sylabę od końca (caPIScono, asPETtano, arRIvano, rifLETtono), czasem, o czym była już mowa, czwartą.

 

W imperfetto (czas przeszły ciągły) sytuacja jest prościutka, bo każda forma „loro” ma akcent na trzeciej sylabie od końca.

 

Zatem aMAvano, prenDEvano, dorMIvano, faCEvano, Erano.

 

To bardzo istotne, bo przecież końcówka pierwszej osoby liczby mnogiej to „MO”, zatem różnica między „MO” a „NO” będzie głównie słyszalna w akcencie.

 

Noi andaVAmo,   loro anDAvano.

 

Noi prendeVAmo, loro prenDEvano.

 

Nawet dobrzy kursanci mają nieraz z tym problem.

 

Warto przyjrzeć się akcentom w trybie rozkazującym, szczególnie tam gdzie doklejamy na koniec zaimek. Powiemy przecież VEStiti! (ubierz się), bo przecież vesTIti to ubrania.

 

Analogicznie zapamiętaj formy  „aIUtami, asPETtami, anDIAmoci”, bo są naturalne dla Włochów, którzy nie rozumieją, z czym tu można mieć problem.

 

Generalna zasada i moja dobra rada jest taka, by nie bać się podkreślać  akcentowanych sylab, by upiększać sobie słowa kropeczkami, znaczkami, bo właśnie to tworzy śpiewność i  melodykę języka włoskiego. Tak, dobrze czytasz, meLOdykę.

 

 

Jest przecież jeden LSM, jedna aleja Kraśnicka, lecz wiele akcentów.

_______________________________________________________________________________

 

Bo liczy się głównie przyszłość, czyli wracamy do gramatyki

 

Rozpisałem się w ostatnich artykułach o mojej filozofii nauczania, o życiowych doświadczeniach, pora zatem wrócić do zagadnień gramatycznych. Dziś na tapet wezmę futuro semplice, czas przyszły prosty, bo taka moja natura, że lubię wspierać słabszych i promować formy nieco mniej oczywiste.

 

Skąd taki właśnie wstęp i mowa o słabszych? Kto miał okazję chodzić na zajęcia do Sul serio, z pewnością pamięta słowa o tym, że w wielu przypadkach zamiast czasu przyszłego możemy posiłkować się czasem teraźniejszym. Lubię obrazować to taką opowieścią,  że gdyby ktoś miał chęć i pieniądze nauczyć się u mnie tylko trzech włoskich czasów, nie znalazłby się wśród nich futuro semplice. Postawiłbym z pewnością na indicativo presente, imperfetto i passato prossimo. To uczciwe podejście, niestety mało pedagogiczne. Niektórzy kursanci mogą bowiem pomyśleć, że czasu przyszłego nie warto się uczyć, a to przecież wierutna bzdura (zastanawialiście się kiedyś, kim był ten Wierut?).

 

– Uwielbiam, jak wprowadzasz nowe zagadnienia gramatyczne, bo to tak klarownie i szybko przedstawiasz – przyznała mi niedawno pewna kursantka.

 

Cytat jest zmyślony, ale potrzebowałem jakiegoś mocnego akcentu w tym miejscu. Ot, taka licentia poetica, wybaczcie. Rzeczywiście, lubię szukać nowych form i przejrzystych sposobów przeprowadzania moich podopiecznych przez meandry włoskiej gramatyki.  Gdy zaczynamy pracować nad futuro semplice, dostają zwykle taki materiał.  Wszystko w punktach, by łatwiej było odnaleźć się i przypomnieć właściwą zasadę. Zatem dziś sam możesz się poczuć jak u mnie na lekcji wprowadzającej nowe zagadnienie.

—————————————————————————————————————————–

  1. Futuro semplice to czas przyszły prosty (składający się zatem z 1 elementu), a jego charakterystyczną literą, obecną we wszystkich formach jest R. W wielu przypadkach zamiast futuro semplice możemy wprawdzie zastosować indicativo presente, co nie zwalnia nas jednak z konieczności nauczenia się tego pierwszego czasu. I jego wszechobecnych, niezmiennych końcówek – (rò, rai, rà, remo, rete, ranno) Poniżej przedstawiam schemat odmiany czasowników regularnych. Pamiętaj o nieodzownej zamianie litery A na E w pierwszej grupie czasowników (ARE). Nawet nie mów, że nie kojarzysz piosenki ”Tornerò”?

 

 PARLARE     PRENDERE   DORMIRE
1. Parle 1. Prende 1. Dormi
2. Parlerai 2. Prenderai 2. Dormirai
3. Parle 3. Prende 3. Dormi
1. Parleremo 1. Prenderemo 1. Dormiremo
2. Parlerete 2. Prenderete 2. Dormirete
3. Parleranno 3. Prenderanno 3. Dormiranno

 

  1. Tradycyjnie nieregularny jest czasownik ESSERE ( sarò, sarai, sarà, saremo, sarete, saranno)

W tym miejscu warto zauważyć, że nie istnieje we włoskim struktura odpowiadająca polskiemu czasowi przyszłemu złożonemu (będę pracować). Nie wolno więc nawet próbować zastosować struktury Sarò+bezokolicznik. Będę pracować = Lavorerò, a nie sarò lavorare. Dobry lektor to lektor żywy, nie dobijaj go zatem takimi kalkami.

 

 

  1. Wiele czasowników w futuro semplice „gubi” przedostatnią samogłoskę z bezokolicznika

 

Andare andrò, andrai, andrà andremo, andrete, andranno
Avere avrò, avrai, avrà, avremo, avrete, avranno
Dovere _______________ _____________________
Potere _______________ _____________________
Sapere _______________ _____________________

 

Zapamiętasz to łatwo dzięki powiedzeniu: Chi vivrà, vedrà! (pożyjemy, zobaczymy)

 

 

  1. Uwaga na dwusylabowe, nieregularne czasowniki na -are, czyli DARE/FARE/STARE!

 

Nie zamieniają one litery A na E, zatem ich odmiana brzmi:

Dare-  darò, darai, darà, daremo, darete, daranno /  Fare-  farò, farai, farà, faremo, farete, faranno

Stare- …………………………………………………………………..

 

 

  1. Problemy sprawia też piątka czasowników, która wymaga zastosowania podwójnej litery R w czasie przyszłym. To czasowniki BERE, RIMANERE, TENERE, VENIRE i VOLERE

 

BERE berrò,     berrai, berrà,                     berremo, berrete, berranno
RIMANERE rimarrò, rimarrai, rimarrà,          rimarremo, rimarrete, rimarranno
TENERE  terrò,     terrai, terrà,                     terremo, terrete, terranno
VENIRE verrò, _______________________________________
VOLERE vorrò, _______________________________________

 

 

 

  1. Uwaga na czasowniki zakończone na -care i gare. Dla zachowania wymowy dźwięków „k” i „g” we wszystkich formach czasu przyszłego musimy posiłkować się literą H

 

 

cercare –  ……….,…………..,……………, cercheremo, cercherete, cercheranno

pagare –  pagherò, pagherai, pagherà,      …………….,………….,……………..

 

 

 

  1. Ortografia. Czasowniki zakończone na -ciare, – giare, – sciare „gubią” w futuro semplicę literę „i”

 

cominciare – comincerò, comincerai, comincerà, cominceremo, comincerete, cominceranno

mangiare – ……………..,…………….,…………..,………………,………………,…………………

lasciare – lascerò, lascerai, lascerà, lasceremo, lascerete, lasceranno

 

 

  1. Akcenty graficzne i nie tylko

 

Akcent graficzny jest wymagany we wszystkich formach I i III osoby liczby pojedynczej.

Io parlerò, lui/lei parlerà, natomiast w wymowie należy pamiętać, że akcent pada na ostatnią sylabę każdej formy liczby pojedynczej.  Io parlerò, tu parlerai,  lui/lei parlerà. W liczbie mnogiej akcent pada zawsze na drugą sylabę od końca.  –   Noi parleremo, voi parlerete, loro parleranno

 

  1. Zastosowanie czasu przyszłego

 

Czas przyszły prosty używany jest, co oczywiste, do opisywania czynności przyszłych. To nie jest jednak jedyne zastosowanie futuro semplice.

Che tempo farà domani? Secondo me pioverà  (previsione – przewidywanie)

Se domani farà bel tempo, forse andremo al mare ( primo periodo ipotetico- I zdanie warunkowe)

Ti prometto che non ti lascerò mai più (fare promesse – składanie obietnic)

 

Na osobny akapit zasługuje wyrażenie hipotezy dotyczącej czasu teraźniejszego przy pomocy futuro semplice.

Che ore sono? Saranno le 4 (będzie gdzieś czwarta).

Perché Filippo non è con noi? Non so, sarà ancora in Italia ( może jest?)

Quanti anni ha Luigi? Avrà 30 anni, almeno credo. (a będzie miał ze 30)

 

  1. Futuro semplice a futuro anteriore

 

W języku włoskim istnieje również czas przyszły złożony nazywany futuro anteriore (uprzedni) albo futuro composto (złożony). Składa on się z dwóch elementów – pierwszym jest odmieniony w czasie futuro semplice czasownik posiłkowy avere lub essere, a drugim participio passato. Nie ma on jednak nic wspólnego z polskim czasem przyszłym złożonym (będę pracował).

 

Stosujemy tę strukturę głównie do zdań czasowych, gdy chcemy podkreślić, która z dwóch czynności w czasie przyszłym nastąpi wcześniej, a która później. Uwaga zatem na słowa quando, appena, dopo che, non appena. Drugim użyciem czasu futuro anteriore jest postawienie hipotezy co do przeszłości, ale to nie jest temat na dzisiaj.

 

Dopo che saremo tornati a casa, accenderemo la tv (po tym jak wrócimy do domu, włączymy TV)

Appena avremo finito questo esercizio, parleremo un po’. (jak tylko skończymy)

Quando la lezione sarà finita, tutti andremo a casa. (najpierw skończy się lekcja, potem pójdziemy)

 


   Na koniec anegdota o tym, jak łatwo jest popełnić błąd.

 

Wenecja, lato 2006. Jestem tłumaczem, ale tłum turystów utrudnia swobodną rozmowę i zrozumienie każdego słowa. Włoch mówi do Polaka „sAi l’italiano”? (znasz włoski?). Me młode jeszcze wtedy ucho przyjmuje literę S, całe słowo „italiano”, jednak wydaje mi się, że usłyszałem pytanie „sEi italiano?” (jesteś Włochem?). Mój  znajomy z Warszawy, któremu miałem przez dwa tygodnie pomagać językowo, nie rozumie pytania i patrzy na mnie błagalnym wzrokiem.  Włącza mi się głupia przypadłość, polegająca na dowcipkowaniu. Odpowiadam z pełnym przekonaniem, choć to humor abstrakcyjny, „ oggi no, ma fra due settimane lo sarà” (dziś nie, ale za dwa tygodnie nim będzie). Przecież jestem przekonany, że pytanie brzmiało „jesteś Włochem?  Włoch patrzy na mnie jak na wariata, analizuje coś w myślach i mówi po chwili: saprà ! (będzie znał !). Następnego dnia dziękuje mi za wizytę, za pomoc i dodaje: musisz popracować nad twoim włoskim, szczególnie nad… czasem przyszłym. Odpuszczam tłumaczenie, skąd u mnie takie językowe faux pas (podobno w pewnej polskiej miejscowości istnieje wersja „fa bą” tego francuskiego zwrotu), uważam też nie na miejscu opowiadanie o tym, że z form czasu przyszłego nie tak łatwo mnie zagiąć.  Ale jedna rzecz jest prawdziwa, włoskiego muszę się nadal uczyć. I całkiem podoba mi się ta wizja, bo nie chcę już popełniać podobnych „fa bą”.

______________________________________________________________________________